Fotografia jako proces cz III

Dalsze męczenie konia czyli metodologiczne rozważania*

* tekst jest przeznaczony dla dociekliwych i to najlepiej ze praktyką studyjną, jest kontynuacją tematu z marca 2017   http://polandtravel.info/jurewicz/fotografia-jako-proces-czii/

Znów postaram się zająć kwestiami istotnymi w sprawnej realizacji fotografii. Temat dalej dotyczy metodologii pracy, skupię się nad rozwiązywaniem problemów w nieoczywistych realizacjach. Łącznikiem z poprzednim postem będzie zdjęcie perfum w wodzie. To alternatywna „pozytywowa” konwencja do tej poprzedniej.

Perfumy są tu nie z przypadku to częsty temat w mojej pracy. Częsty i przeważnie nieoczywisty w wykonawstwie. Na ich przykładzie chciałbym wrócić do metodologii realizacji.

Przypomnę, że preferowałem następującą kolejność: bardzo dokładne przemyślenie i weryfikację koncepcji, budowę planu pod określoną perspektywę, wjazd oświetlenia, drobne korekty i gotowa fota.

To najkrótsza droga ale nie zawsze możliwa. Jeśli analiza zdjęcia wykaże, że są sprzeczności w sposobie świecenia poszczególnych przedmiotów to rozwiązywanie problemów należy zacząć od budowy planu w sposób eliminujący lub obchodzący widoczne na horyzoncie niebezpieczeństwo. Przyjrzyjmy się tym dwóm realizacjom.

W pierwszej akurat główne problemy były skoncentrowane raczej po stronie kompozycyjnej. To stado kompletnie nie pasujących do siebie przedmiotów ale zasadniczo o podobnym charakterze bo przezroczystych (pewnej pacyfikacji wymaga tylko CK). Oświetleniowo rzecz biorąc wymaga to jasnej płaszczyzny za flakonikami. Jednak trochę metalu i błyszczące plastiki wymagają dla odmiany poświecenia z przodu. Korzystamy tu z faktu, że odbijają one dobrze światło wobec tego wystarczy bardzo mało światła ze stosunkowo ograniczonej powierzchni. Oprócz tylnogórnego dość niewielkiego światła założyłem więc blendę, z miękkim przejściem, z przodu. Jej wpływ był głównie na trzy przedmioty a kąty pozostałych zostały tak dobrane aby nie było tam tego widać.

Kolejność pracy na planie była więc następująca:  koncepcja, wjazd oświetlenia, kompozycja pod to oświetlenie, drobne korekty i gotowa fota.

Oczywiście najważniejsza robota odbyła się tu na płaszczyźnie kompozycyjnej aby zamiast „przeglądu obiadowego” mieć harmonijny obraz. Kolejna realizacja była zdecydowanie trudniejsza

 

Analiza komponentów do drugiego zdjęcia dała bardzo nieciekawe konkluzje:

– dwa przedmioty przezroczyste białe, jeden niebieski (światło z tyłu)
– czarny matowy prostopadłościan wymagający sporo światła (światło z boku, raczej kierunkowe)
– miedziane lustro (światło z przodu od fotografa)
– czarny obły przedmiot z paskudną etykietą wymagający teoretycznie szerokiego przedniego oświetlenia

Pisząc o kierunkach mam na myśli kierunki względem obiektów a konkretnie ich etykiet. Zestawione to obok siebie wyglądało beznadziejnie. Nic nie siedziało z niczym. Dramat. Taka realizacja wymagała więc specjalnych środków. Gołym okiem widać było liczne sprzeczności oświetleniowe. Postanowiłem zastosować jedno światło ale to było mało. Światło na niektórych butelkach  powinno być zarówno z przodu jak i tyłu a na innych tylko z przodu. Wpadłem na szczęśliwy pomysł wykorzystania do tego celu przestrzennie kształtowanego tła. Mógłby to by być lejący się materiał. Dosunięty do przedmiotu eliminował kontrowe podświetlenie. Materiały są już zdecydowanie de mode więc zdecydowałem się na czarną skórę wilka – nadało to wspólny mocny wyraz focie i tematycznie siedziało w męskich kosmetykach. Coś co jest a jednocześnie niby nieistotne, bo tło. Skóra też pasowała do tej etykiety Tokyo na którą tak narzekałem. Założyłem ostre tylno-boczne niskie światło i było ono jedynym (coś co raczej jest bardzo nietypowe dla mojej pracy). Teraz zacząłem budowę planu – przezroczyste butelki podniosłem trochę w górę aby światło swobodnie dotarło do sierści i było tam jasno. Niebieską z kolei postanowiłem utopić w cieniu tak aby jej kolor nie rozbijał mi tej ascetycznej tonacji. Cały plan, czego nie widać, był przestrzenną przypominającą góry formą. Pod tym względem jest to nawet lepsze od tkanin (których teraz już nikt nie używa). Moją „ulubioną” etykietę wtopiłem jeszcze we włosy zostawiając tylko górne maziaje w kolorystyce pasującej do sąsiada. W Lacoste zdecydowałem się zostawić silny efekt lustra – głównie po to aby nie stracić etykiety. Zauważcie, że wszystkie logotypy są dobrze widoczne. Koniec końców trzeba pamiętać kto mnie żywi.

Kolejność pracy na planie była więc następująca:  koncepcja, wjazd reflektora, stopniowa budowa planu i kompozycji pod to skromne oświetlenie, drobne korekty i gotowa fota.

Prawdopodobnie klienci z działów marketingu producentów to pewnie byliby najbardziej zadowoleni z katalogówek równo położonych na stronie (tak to wygląda) na szczęście redakcja ma troszkę inne priorytety. A skoro mowa o pracy redakcji to od razu oba projekty na stronie

Jak widać kolejność etapów pracy na planie w moim przypadku czasem się zmienia. W zasadzie przedmiotem rozważań o metodologii było zagadnienie w jakiej kolejności należy pracować czyli czy pierwszy jest plan (rozumiany jako kompozycja) czy oświetlenie.

Ktoś mógłby się spytać co szkodzi wpierw zrobić oświetlenie do tego kompozycję i ewentualnie je pozmieniać. Dlaczego oświetlam na końcu? Pytania są zasadne gdyż jak obserwuję pracę innych fotografów to bardzo często ustawiają wpierw światło. Moja metodologia jest odmienna a wzięło się to nie z rozważań teoretycznych a tyrki którą kiedyś przeszedłem. Parę trudnych i jednostkowych  realizacji dziennie uczy optymalizacji. I tak wcześniej postawione reflektory przeszkadzają przy budowie planu, trzeba je omijać i można potknąć się o kable. Zakładając, że światło jest precyzyjne, a nie jakieś tam, to i tak dopiero po ustawieniu planu dokładnie widać jak go poświecić. Czyli (u mnie) jak się da to wpierw plan! Ale jak zawsze jest wyjątek – jeśli przewidujemy światło górne a mamy rampę czy sztankietę to najpierw potrzeba powiesić to światło. Jak pracujemy z booma to nie ma takiej potrzeby.

Podsumowując omówiłem już dwie „liniowe” alternatywne metodologie realizacji. Przez liniowość rozumiem pracę etap po etapie bez powtórek i rewizji wcześniejszych faz.

Oczywiście każdy może pracować jak lubi. Nieraz widziałem fotografów co ganiali po planie co chwila przestawiając a to plan a to światło a za chwilę… zmieniali obiektyw. By na końcu dojść do wniosku, że trzeba jednak zweryfikować koncepcję. Uważam to za mało zawodowe ale dla klienta liczy się efekt i nie pyta się ile to czasu zajęło.

Dlaczego z takim uporem zajmuję się metodologią pracy w studio? Raz, że to jest problem przez nikogo nie zauważany więc choćby dlatego wart omówienia, o optymalizacji czasu pracy już wspomniałem. Podstawowa przyczyna jest jednak inna – proces fotograficzny to zespół powiązanych wzajemnie wpływających na siebie elementów.

Wymienię niektóre zależności:

  • wybór perspektywy (obiektywu) rzutuje na relacje przestrzenne na planie i możliwości zastosowania oświetlenia (odległości reflektorów i dostępne kąty)
  • wybór konwencji oświetleniowej wpływa na zakres potrzebnej dokładności przy budowie planu
  • zbiór fotografowanych przedmiotów i właściwości ich powierzchni determinuje światło
  • z kolei kompozycja ustawia wszystkie pozostałe relacje.

Nad tym jest koncepcja, ale jeśli jest ona nowatorska to wynik często jest zagadką a wspomniane relacje między perspektywą, kompozycją, charakterem oświetlenia i budową planu nie do końca jasne. Jak widzicie wszystko wpływa tu na wszystko. Dlatego zawsze poświęcam dużo czasu na bardzo dokładne przemyślenie każdego aspektu zdjęcia a szczególnie kolejności czynności na planie. Podczas realizacji idę od punktu do punktu i nigdy, dosłownie nigdy, nie cofam się w tył. I to jest ta optymalna ścieżka.

Fotografie jakie robię są zbyt skomplikowane abym mógł sobie pozwolić sobie na zmianę parametrów z poszczególnych etapów pracy nad zdjęciem. Oznaczałoby to duże straty mojego czasu, czasem wymianę dekoracji i koszty z tym związane ale co najważniejsze moje harmonogramy zsynchronizowane są z pracą innych ludzi (stylistki, producentki, grafików) a szanowanie ich czasu to podstawa.  Precyzyjny plan realizacji to mój konik. Oczywiście po tylu latach pracy sporo realizacji idzie niejako z automatu ale nie wzięło się to znikąd – godziny myślenia nad zdjęciami owocują zaoszczędzeniem dziesiątków godzin na planach.

Czy zdarzają się tematy gdzie trudno jest ustalić optymalną (liniową) ścieżkę roboty i pętle zwrotne i iteracja musi być wpisana w realizację?

Tak – spróbuję o tym kiedyś (w dalszej perspektywie) napisać.