Kraina Szczodrze obdarzona

W jeden z ostatnich upalnych dni wybraliśmy się na niezobowiązujący kurs po najbliższych okolicach Wrocławia. Pomysły były dwa – postanowiłem, że zinwentaryzujemy stado (naliczyłem ze 20 szt) mniejszych i większych zbiorników wodnych co je można dostrzec tuż obok granic Wrocławia oraz odwiedzimy Szczodre gdzie nie byłem już z 100 lat. Dalej planowaliśmy zahaczyć o Stawy między Borową a Bielawą.

W Kamieniu kończył się konkretniejszy plan i zaczynały się opcje. Możliwe było wykorzystanie dobrze nam znanego i bardzo urokliwego szlaku do Ratowic, dalej w rachubę wchodziło przebicie się do Odry gdzieś na linii Kamieniec Wrocławski-Gajków-Jeszkowice, awaryjny mógł być powrót przez Kiełczów (niechętnie).

Pierwszym celem były Pruszowice. Ze względu na AOW najwygodniej jest dotrzeć tam z Pasikurowic lub Siedlca Trzebnickiego. I na tym drugim wysiadamy z składu KD. Początek jest spokojną asfaltówką, potem polami a przed Pruszowicami  bardzo zarośniętą, zamkniętą z góry ścieżką  gdzie pewnie za dwa, trzy lata już nie będzie przejazdu (są też inne takie urokliwe miejsca – np zielony z Pęgowa gdzie szoruje się kaskiem po sklepieniu z gałęzi). Z neta wyczytałem, że kompleks 4 stawów przy ulicy Słonecznej (to teren rekreacyjny płatny i ogrodzony) będzie zamknięty więc skierowaliśmy się więc od razu na pozostałe.

Pierwszy (czyli środkowy) kompleks okazał się niezbyt ciekawy, trwają tam jakieś inwestycje.

Następny to inna bajka – piękny duży zbiornik. Przy stawach Ostrowity ustawiona była informacja, że to obiekt hodowlany i, że nieupoważnionym wstęp wzbroniony. Wydaje mi się jednak, że terenu wokół stawu to nie dotyczyło (bo to jest dzierżawa). Dodatkowym argumentem jest, że przebiega tędy żółty szlak im Turonia. Tak czy tak postanawiamy jechać.

Dalej jest kawałek przy Domaszczynie i ten fragment jest ge-nial-ny. Od razu mi się skojarzyło z odcinkiem między Kątami Wrocławskimi a Sadowicami.

Zasuwamy pięknym gradowym lasem, skręt do miejscowości i… cisnę dwa hamulce bo kątem oka łapię (pierwsza strzałka na mapie).

W domu doczytuję, że to Dom Łowczego z czasów majątku Szczodre. Dalej jest jeszcze piękniej (druga strzałka).

Dojeżdżamy do parku w Szczodrem – zmieniło się o tyle, że wykoszono trawę, jest plac zabaw, oznakowana ścieżka biegowa. I może 30 osób opalających się przy stawie.

To jest zupełnie niesamowite, że to piękne miejsce te 90 lat temu było centrum turystycznym gdzie ciągnęły rzesze ludzi (około 100 000 rocznie). Pałac o długości 300 m, liczne restauracje, przystanie tętniły życiem. Z pałacu (co jeszcze w latach 50-tych) stał zostały żałosne resztki. Z drugiej strony jest to spokojny i piękny teren i z tego też można skorzystać jakkolwiek koszyk z kanapkami warto zabrać. My tego nie zrobiliśmy i miało to określone konsekwencje.

Z parku  próbowaliśmy przebić się do stawów na północ (chyba hodowli zarodowej) na mapach OSM jest tam ścieżka, w terenie bez maczety (a z rowerami) było to trudne – darowaliśmy sobie te 5 dosłownie brakujących metrów. Następnym punktem zwrotnym były stawy między Borową Oleśnicką a Bielawą. Bardzo lubię te akweny. Są mocno zarośnięte roślinnością wodną i w dodatku bardzo kolorowe. Jest też dużo ptactwa, stada żab – chyba mimo (a może właśnie dlatego) nietypowego wyglądu to bogaty ekosystem.

Jak już wspominałem od Bielawy miałem ochotę opracować jakiś nowy, sympatyczny, rowerowy ale terenowy dojazd do Odry. Mamy tam klin rzek Widawy i Oleśnicy, są też liczne mniejsze cieki. Całość wydaje się trudno dostępna (czyli coś co lubię). Znalazłem na sporym odcinku tylko dwie przeprawy przez Widawę (i Oleśnicę) i którąś z nich miałem przetestować. Ale wpierw musimy coś zjeść bo nas skręca. Prawdę powiedziawszy już od dłuższego czasu wypatrujemy otwartego sklepiku – jest co prawda wolna niedziela ale… dotychczas zawsze coś się znajdowało. W Bielicach też nic  – dobra, porzucam wariant przez Brzezią Łąkę i Wieściszów, pojedziemy przez Piecowice i Kiełczówek. Niestety w Piecowicach pozamykane, koniec końców pierwszy otwarty sklep był dopiero dobrze w Kiełczowie. Tam już nie opłacało się wracać,  był więc kawałek przez miasto aż do jazu Bartoszowickiego gdzie wbiliśmy się na oficjalną autostradę wzdłuż Odry.

Ten mocno skomplikowany układ na odcinku Kiełczówek – Chrząstawa Wielka wygląda zachęcająco – mam nadzieję, że przetestują go w nieodległej przyszłości. A jak będzie interesujący to opiszę. Na zakończenie trasa, którą przejechaliśmy.